[custom_add_property_button]
[custom_sign_button]

Jak urządzić wnętrza w kamienicy i nie zwariować przy niskim budżecie

Gdy pierwszy raz stanęłam w drzwiach swojego mieszkania w starej kamienicy, od razu poczułam ten specyficzny klimat. Wysokie na trzy metry sufity, drewniana podłoga z charakterystycznymi skrzypieniami i grube, ceglane mury. Ale zaraz potem przyszła rzeczywistość. Wąski korytarz, mała kuchnia, w której ledwo mieszczą się dwie osoby, i pokój dzienny, który musiał pełnić funkcję sypialni. Zaczęłam myśleć, jak pogodzić ducha przedwojennej architektury z codziennymi potrzebami. Wiedziałam jedno. Nie chcę rezygnować z oryginalnych detali, ale potrzebuję rozwiązań, które pomieszczą gości na noc i nie zrujnują mojego portfela.

Pierwszym wyzwaniem okazał się wybór mebli do spania. W salonie, który ma niecałe dwadzieścia metrów, postawienie klasycznego łóżka byłoby samobójstwem. Zdecydowałam się na kanapę z funkcją spania. Długo szukałam modelu, który nie wygląda jak typowa rozkładówka z marketu. Znalazłam egzemplarz z tapicerką welurową w kolorze butelkowej zieleni. Materiał jest miły w dotyku i łatwy do czyszczenia, co przy kawie na kanapie ma znaczenie. Mechanizm DL okazał się strzałem w dziesiątkę. Rozkłada się płynnie, a materac piankowy o grubości 16 cm zapewnia komfort porównywalny ze zwykłym łóżkiem. Goście nie narzekają, a ja mam miejsce na pościeli w pojemniku pod spodem.

Kolejnym problemem był brak miejsca na przechowywanie. W kamienicy nie ma wbudowanych szaf, a ja nie chciałam zabudowywać całej ściany, bo straciłabym wrażenie przestronności. Postawiłam na łóżko z pojemnikiem na pościel w sypialni, choć to akurat mała wnęka przy korytarzu. Dzięki temu zimowe kołdry i zapasowe poduszki zniknęły z widoku. Do tego dołożyłam wersalkę w drugim pokoju, który nazywam gabinetem. Ma 120 cm szerokości i stelaz listwowy, który dobrze podtrzymuje kręgosłup. Gdy odwiedzają mnie rodzice, rozkładam ją i kładę dodatkowy materac piankowy. Niby proste, ale jak się ma 50 metrów na trzy funkcje, każdy centymetr jest na wagę złota.

Oświetlenie w starych kamienicach to osobna historia. Często jest jedno gniazdo na środek sufitu, a ja potrzebowałam światła do czytania i pracy. Nie chciałam kuć ścian, więc zastosowałam listwy zasilające na karniszach. Zamaskowałam je firankami, które sięgają od sufitu do podłogi. Dzięki temu wnętrze zyskało na wysokości, a ja mogłam podłączyć kinkiety bez wzywania elektryka. W salonie powiesiłam trzy klosze z mlecznego szkła na długich kablach. Wyglądają industrialnie, ale pasują do stylu kamienicy. Światło jest rozproszone, miękkie. Wieczorem tworzy nastrój, którego nie da się uzyskać nowoczesnymi reflektorami.

Kuchnia w kamienicy to często wąski pas z oknem na podwórko. Moja ma 4 metry kwadratowe i blaty z lastryko, które odziedziczyłam po poprzednich lokatorach. Zamiast wymieniać je na nowe, odnowiłam je papierem ściernym i olejem. Na ścianie powiesiłam otwarte półki z sosnowego drewna. Trzymam na nich talerze i słoiki z kaszami. Dzięki temu nie muszę grzebać w szafkach, a kuchnia wydaje się większa. Pod oknem postawiłam stół z rozkładanym blatem. Gdy przychodzi więcej osób, wysuwam go na środek. Blat ma 80 cm, ale po rozłożeniu spokojnie siada przy nim czworo dorosłych. I nikt nie uderza łokciem w ścianę.

Łazienka to był koszmar. Ma 2,5 metra i jedyne okno wychodzi na szyb windowy. Zamiast walczyć z wilgocią, postawiłam na jasne płytki z metra i białą fugę. Nad umywalką zamontowałam lustro z półką na kosmetyki. Brak miejsca na pranie rozwiązałam, kupując pralkę ładowaną od góry. Zmieściła się pod blatem, a nad nią powiesiłam suszarkę na ścianie. Gdy goście na noc potrzebują ręczników, trzymam je w koszu pod umywalką. Proste triki, ale wymagają myślenia o każdym centymetrze. W starych kamienicach nie ma miejsca na przypadkowe meble. Każdy kąt musi mieć swoją funkcję.

Podłogi w kamienicy to skarb, ale i wyzwanie. Moja deska miała szczeliny, przez które ciągnęło zimą. Zamiast kłaść panele, zdecydowałam się na cyklinowanie i olejowanie. Efekt? Ciepły, matowy kolor, który dodaje wnętrzu charakteru. Na podłogę położyłam dywan z wełny w geometryczne wzory. Maskuje nierówności i tłumi odgłosy. W sypialni zrezygnowałam z dywanu, bo kurz zbierał się w szparach. Postawiłam na drewniane skrzynie, które służą jako stoliki nocne i schowek na pościel. Łóżko z pojemnikiem na pościel pomieściło resztę. Dzięki temu podłoga jest łatwa do zamiatania i nie mam wrażenia bałaganu.

Na koniec zostawiłam detale, które robią różnicę. W przedpokoju powiesiłam wieszak z haczykami z mosiężnych klamek. Znalazłam je na targu staroci za grosze. W salonie na parapecie stoją doniczki z ziołami i paprocią. Dają życie i maskują widok na podwórko. Gdy ktoś pyta, jak urządziłam wnętrza w kamienicy bez wydawania fortuny, odpowiadam. Szukaj oryginalnych elementów, nie bój się łączyć starego z nowym i zawsze myśl o przechowywaniu. Bo w starych murach najważniejsze jest, by meble nie tylko ładnie wyglądały, ale też pomagały w codziennym życiu. A goście na noc? Zawsze znajdą miejsce na kanapie z funkcją spania i czystą pościel w schowku.

Please Sign In Before Adding a Property Or Sign Up If You Don't Have An Account