Typowe błędy to: zbyt długie gotowanie „na wszelki wypadek”, brak schładzania po ugotowaniu oraz wrzucanie jajek do już wrzącej wody. Każdy z tych nawyków nasila powstawanie siarczku żelaza i przyspiesza rozkład barwników skorupki. Jeśli zależy ci na estetyce przekrojonych jajek, np. do sałatki, gotuj je dokładnie 9 minut, potem wstaw na 5 minut do wody z lodem, obierz pod zimną wodą i przechowuj w chłodzie. Wtedy żółtko pozostanie żółte, a białko białe, niezależnie od tego, czy jajka są świeże, czy mają kilka dni.
Czwarty błąd to duszenie zbyt długo bez kontroli. Po przekroczeniu optymalnego czasu mięso traci strukturę, rozpadając się na pojedyncze włókna, a sos staje się mączny i ciężki. Aby tego uniknąć, warto wyjąć mięso, gdy widelec wchodzi w nie z lekkim oporem, i odstawić je w ciepłe miejsce. Sos można zredukować osobno, a następnie połączyć z mięsem przed podaniem. Dzięki temu zachowuje kształt i soczystość.
Skorupka i białko też potrafią się przebarwić Rdzawobrunatne plamy na białku pod skorupką to zwykle skutek reakcji żelaza z fenolami pochodzącymi z rozkładu barwników skorupki, do której dochodzi przy zbyt długim gotowaniu lub przy wysokiej temperaturze. Podobny mechanizm odpowiada za różowawe lub brunatne naloty na samej skorupce. W obu przypadkach nie ma zagrożenia dla zdrowia, ale smak może się pogorszyć, a zapach staje się bardziej siarkowy. Sposób na ograniczenie tego zjawiska to gotowanie w wodzie o temperaturze poniżej wrzenia (ok. 90–95°C), czyli delikatne „prawie wrzenie”, przez 10–12 minut. Jajko jest wtedy bezpieczne, a skorupka i białko pozostają czyste.
Jajko na twardo zmienia kolor w kilku miejscach: żółtko, białko, a czasem także skorupka i przestrzeń pod nią. Za większość tych zmian odpowiadają trzy zjawiska: reakcje związków siarki z żelazem, reakcje żelaza z fenolami oraz rozkład barwników w skorupce. Wystarczy dobrze dobrać czas gotowania i temperaturę, żeby większości niechcianych przebarwień uniknąć.
Osobną sprawą jest zielone lub szare zabarwienie żółtka po ugotowaniu na twardo, które pojawia się także przy zbyt szybkim gotowaniu na dużym ogniu. Wrząca woda uderza w skorupkę, zwiększa ciśnienie wewnątrz jajka i sprzyja migracji związków siarki z białka do żółtka. Dlatego warto włożyć jajka do garnka z zimną wodą, zagotować na średnim ogniu, a następnie zmniejszyć moc palnika. Nie przykrywaj garnka szczelnie — para nie ma wtedy ujścia i temperatura rośnie zbyt wysoko.
Drugi typowy błąd to mierzenie tuż po wyjęciu z zamrażarki albo w zamarynowanym mięsie prosto z lodówki. Zimny kawałek potrzebuje więcej czasu, a termometr wbity w zamarzniętą część pokaże bezsensowny odczyt. Wyjmij mięso wcześniej, żeby wyrównało temperaturę, i dopiero wtedy piecz. Trzeci błąd: sprawdzanie tylko jednego miejsca. W dużym kawałku temperatura bywa różna o kilka stopni, więc zmierz dwa, trzy punkty — szczególnie przy drobiu i wieprzowinie.
Samo klarowanie jest proste. Do rondla wrzuca się kostkę masła i podgrzewa na małym ogniu. Gdy zacznie się pienić, zbiera się łyżką białą pianę z powierzchni, a po kilku minutach delikatnie zlewa się przez sitko wyłożone gazą lub ręcznikiem papierowym przejrzysty, złocisty tłuszcz. Osad zostaje na dnie. Tak przygotowane masło przechowuje się w słoiku w chłodzie przez kilka tygodni, a poza lodówką znacznie krócej.
Najczęstszy problem to zielonoszare obwódki wokół żółtka i sinawe zabarwienie samego żółtka. Powstaje ono, gdy białko zawierające siarkę (głównie w postaci siarkowodoru uwalnianego pod wpływem temperatury) spotyka żelazo obecne w żółtku. Reakcja zachodzi tym szybciej, im dłużej jajko przebywa w gorącej wodzie. Efektem jest siarczek żelaza — nieszkodliwy, ale wyglądający nieapetycznie. Praktyczna rada: gotuj jajka 9–10 minut od momentu zagotowania wody, a potem natychmiast przełóż je do miski z zimną wodą lub wodą z lodem. Gwałtowne schłodzenie zatrzymuje reakcję i ułatwia obieranie.
Temperatura w lodówce nie jest wszędzie taka sama. Nawet w najprostszym modelu różnice między półkami sięgają kilku stopni, a to wystarczy, żeby jedzenie psuło się szybciej albo wolniej. Zanim wrzucisz zakupy do pierwszej wolnej przegrody, sprawdź, gdzie faktycznie jest najzimniej, a gdzie najcieplej. W większości lodówek rozkład wygląda podobnie, choć warto zweryfikować go własnym termometrem.
Drzwi to najcieplejsze i najbardziej zmienne miejsce, bo przy każdym otwarciu temperatura tam skacze. Butelki z sosami, musztarda, ketchup, woda i napoje wytrzymają tam bez problemu. Mleka i jajek lepiej tam nie trzymać – to typowy błąd, który skraca ich przydatność. Podobnie z resztkami: jeśli stoją na drzwiach przez dwa dni, mogą być już do wyrzucenia, mimo że wyglądają dobrze.