Usunięcie skutków jest kosztowniejsze niż zachowanie odstępu podczas montażu. Trzeba zdjąć listwy, rozebrać część podłogi od ściany, przyciąć deski i ułożyć je ponownie. Naprawa samych wybrzuszeń przez dociśnięcie nie działa, bo problem wraca przy pierwszej zmianie wilgotności. Dlatego jedną z pierwszych rzeczy do sprawdzenia po ułożeniu podłogi jest to, czy kliny nadal stoją i czy żadna deska nie dotyka ściany.
Bez szczeliny deski nie mają gdzie się rozszerzyć. Przy wzroście wilgotności napierają na ścianę, a ponieważ nie mogą jej przesunąć, wybrzuszają się w środku pomieszczenia. Efekt to charakterystyczne „namioty” — rzędy paneli unoszące się nad podłożem, wyraźnie wyczuwalne pod stopą. Przy skurczu pojawiają się z kolei widoczne szpary między deskami, które nie znikają po powrocie wilgotności. Zamek, który raz został przeciążony, traci trzymanie i później rozchodzi się nawet bez obciążenia.
Kiedy można odpuścić gruntowanie Są przypadki, w których gruntowanie nic nie wnosi. Jeśli po skuciu zostaje równa, stabilna wylewka betonowa o dobrej nośności, bez pyłu i bez resztek starego kleju, a producent kleju dopuszcza układanie na takim podłożu, można z niego zrezygnować. Podobnie jest z płytami gipsowo-kartonowymi w suchych pomieszczeniach, które są fabrycznie zagruntowane. Wtedy wystarczy odkurzenie i odtłuszczenie powierzchni. Każde odstępstwo od tych warunków oznacza jednak, że warto zagruntować, nawet jeśli wydaje się to stratą czasu.
Jak przygotować stary parkiet pod pane
Gdy płytka puści, nie wyciągaj jej na siłę. Najpierw usuń resztki starego kleju z podłoża. Szerokie dłuto i szlifierka z tarczą diamentową zrobią to szybciej, ale uważaj na krawędzie sąsiednich płytek — łatwo je podciąć i wtedy problem wraca. Podłoże musi być równe i odpylone. Jeśli stary klej zostanie, nowa płytka będzie odstawać i przy dotknięciu wyda głuchy dźwięk.
Trzy warstwy to nie reguła, tylko konsekwencja. Jeśli beton jest tylko lekko porowaty, wystarczą dwie. Jeśli ma wyraźne nierówności, trzy są minimum, a przy dużych różnicach poziomów najpierw trzeba zastosować zaprawę wyrównującą, a szpachlę traktować jako wykończenie. Zbyt wiele warstw naniesionych bez szlifowania daje efekt odwrotny do zamierzonego: powierzchnia wygląda gładko, ale farba uwydatni każdy fałd. Lepiej nałożyć mniej i dopracować szlifem niż dokładać kolejne milimetry.
Rodzaj gruntu też ma znaczenie. Do chłonnych podłoży cementowych stosuje się grunty głęboko penetrujące, rozcieńczane wodą zgodnie z instrukcją. Do podłoży gładkich, słabo chłonnych, np. po starym kleju dyspersyjnym, lepszy będzie grunt o właściwościach wiążących, tworzący cienką warstwę sczepną. Mieszanie obu typów „na zapas” nie ma sensu. Zbyt stężony grunt tworzy na powierzchni film, do którego klej nie przywrze, a zbyt rozcieńczony nie spełnia swojego zadania. Dawkę ustala się zawsze według zaleceń producenta danego produktu.
Najczęstszy błąd to gruntowanie podłoża, które nie zostało przygotowane. Grunt nie naprawi odspojonej wylewki, pęknięć ani starego kleju, który odpada płatami. Najpierw usuwa się luźne fragmenty, szlifuje nierówności i naprawia ubytki zaprawą naprawczą. Dopiero potem gruntuje się całą powierzchnię. Drugi typowy błąd to nakładanie gruntu na wilgotne podłoże. Beton po skuciu płytki może być wilgotny przez wiele dni, a zamknięcie wilgoci pod płytką prowadzi do odspojenia i wykwitów.
Szczelina dylatacyjna to właśnie miejsce na ten ruch. Zostawia się ją wzdłuż wszystkich ścian, progów, rur, słupów i ościeżnic. Standardowo przyjmuje się od 8 do 10 mm na każde 5 metrów szerokości pomieszczenia, a przy długich pomieszczeniach również dylatacje poprzeczne w środku. Odstęp mierzy się od krawędzi deski do ściany, a nie od listwy przypodłogowej, która jest tylko wykończeniem i nigdy nie dociska paneli.
Gruntowanie ma dwa zadania: związać luźne cząstki podłoża i wyrównać chłonność wody. Jeśli podłoże pyli się pod ręką, kruszy przy drapaniu lub wchłania wodę jak gąbka, grunt jest konieczny. Wtedy nanosi się go pędzlem lub wałkiem, dokładnie wnikając w zagłębienia po starym kleju. Jeden raz zwykle nie wystarcza — chłonne podłoża wymagają dwóch warstw, przy czym drugą kładzie się po wyschnięciu pierwszej, a nie „na mokro”.
Przy rurach i ościeżnicach wycinasz otwór większy od przekroju przeszkody o wartość dylatacji. Ściany i progi przechodzisz z przerwą, nie łączysz paneli na sztywno przez próg, chyba że zastosujesz profil dylatacyjny. Listwy przypodłogowe montujesz wyłącznie do ściany, nigdy do podłogi. Zostaw też luz pod ościeżnicami, przykryty później ćwierćwałkiem.
Kiedy dwie warstwy wystarczą, a kiedy trzeba trzech Druga warstwa to właściwe wygładzenie. Nakładasz ją cieńszo, zwykle do milimetra, i przeciągasz pacą pod kątem do kierunku pierwszej warstwy. To pozwala wykryć miejsca, które pierwsze przejście pominęło. Jeśli po drugiej warstwie pod światłem lampy ustawionej pod kątem nadal widać wgłębienia albo ślady pacy, potrzebna jest trzecia warstwa. Trzecia warstwa jest już tylko korekcyjna — punktowa, na niewielkich obszarach. Nakładanie jej na całą powierzchnię to najczęstszy błąd, który prowadzi do przemalowania i osłabienia całej naprawy.